niedziela, 18 września 2016

Wisior

Naprawdę jestem pod wrażeniem kiedy czytam te wszystkie oryginalne nazwy jakie rekodzielniczki nadają swoim wytworom. Ja mam totalną pustkę w głowie kiedy mam wymyślić tytuł posta nawiązujący do tego, co stworzyłam. Mimo, iż nie mam specjalnych problemów z przelewaniem myśli na papier to gdybym miała nazwać kazdego biżutka jakiego uszylam prawdopodobnie posty pojawiały by się tu raz na ruski rok. Dlatego dzisiaj jest po prostu o wisiorze. Wisior jak wisior, powstał bez planu, bez ładu i składu, ze zwyczajnej potrzeby uszycia czegokolwiek jako znak, że wracam do żywych :) byłoby super gdyby jeszcze aparat nie zastrajkowal, a tak zostałam skazana na tablet, bo oczywiście kabel do komputera też jakoś nagle zniknął... Pozostaje mi przeprosić za braki w polskiej czcionce i jakość zdjęć i zaprosić do galerii mojego wisiorka :)















wtorek, 30 sierpnia 2016

Kruszynki

Strasznie stęskniłam się za szyciem. Staram się być na bieżąco z sutaszową blogosferą i nie raz skończyło się na płaczu, że wszystkie robią a ja nie (hormony)... Serce bolało mnie strasznie, ale nie byłam w stanie przeskoczyć swoich słabości. Ostatnio jednak nieśmiało wyciągnęłam z biurka parę drobiazgów i udało mi się uszyć kolczyki. Co prawda za dużo się na razie nie naszyłam, sprawdziłam raczej czy nie zapomniałam jak to się robi, ale tragedii nie ma :) O dziwo z zakupami jestem jako tako na bieżąco i ostatnio zaopatrzyłam się w pewne ciekawe dyndadełka w postaci bogato zdobionych koralików. W sumie to one trochę wymusiły na mnie skromną formę sutaszowego elementu, żeby kolczyki nie wyszły zbyt przaśne. Praca nieskomplikowana, ale jej efekt jest dla mnie na tyle zadowalający, że od kilku dni kolczyki królują na moich uszach i już tworzę podobną parę w innym zestawieniu kolorystycznym :) Mam nadzieję, że w swojej łaskawości docenicie moje małe sutaszowe podrygi i cierpliwie poczekacie na jakieś efektowne cacka :)














czwartek, 18 sierpnia 2016

Rozgrzewka z zadyszką

Bałam się, tego lata. Bałam się, że odpadnę. Wiedziałam, że czeka mnie remont, więcej czasu na dworze i takie tam inne sezonowe sprawy. Modliłam się żeby nie było upałów (tak, można powiedzieć, że deszczowe lato to moja sprawka ;)), bo ja je źle znoszę i nie zdołam się zmotywować do czegokolwiek. Ale próbowałam być dobrej myśli. Miałam ambitne plany, mnóstwo pomysłów i nawet spore rękodzielnicze zakupy na koncie. Ale przegrałam. I to wcale nie z remontem. Nie z brakiem czasu. Nie z upałem. Pokonały mnie... mdłości :) Mdłości i senność nie do ogarnięcia. Dopadła mnie życiowa rewolucja, która dosłownie zbiła mnie z nóg. Jedyne do czego ostatnio byłam zdolna to spanie, najwyraźniej groszek/fasolka (niepotrzebne skreślić) tego potrzebował/a :) Powoli dochodzę do siebie i wracam do normalnego rytmu, ale szału jeszcze nie ma. Ostatnio udało mi się jednak zmotywować do pracy. W wielkich bólach, ale myślę, że z sukcesem uszyłam zielone koralikowe kolczyki, które prezentują się całkiem dobrze jak na tak długą przerwę :)








Mam nadzieję, że teraz będzie już tylko lepiej i wkrótce uda mi się uszyć coś okazalszego :)

niedziela, 10 lipca 2016

Z lekką nutą mięty

Trudny czas dla mnie nastał ostatnio. W remontowym bałaganie, osaczona psującymi się na potęgę domowymi sprzętami, próbowałam korzystać z ostatnich chwil urlopu i uszyć choć jedną małą rzecz. Odkopałam zakupione dawno temu guzikowe serduszko i postanowiłam się nim zająć. 
Sznurków użyłam rozmaitych- od bieli, przez szarość, po miętę aż do fioletu. Szarość kryształów postanowiłam przełamać lekką nutką mięty. Boki uzupełniłam pióropuszami z Rizo. Całość zawiesiłam na sznurkach woskowanych zaplecionych w warkocz. Wisior nie jest może przesadnie ambitnym tworem, ale jest dość ciekawy i tego lata na pewno często będzie mi towarzyszył :)










niedziela, 3 lipca 2016

Fatamorgana

        Chociaż lepszą nazwą dla tej bransoletki byłaby  "poskromienie złośnicy"... Nawet ja potrzebuję czasami wyciszyć emocje i stonować kolory. Mam ostatnio tyle wrażeń, że zapragnęłam odrobiny spokoju. Leżenie brzuchem do góry nie wchodziło jednak w grę :) Mój stan ducha uznałam za doskonałą okazję na wypróbowanie cudownych metalizowanych sznurków jakie ostatnio kupiłam. Piaskowe beże i brązy skojarzyły mi się z piaskiem pustyni, a delikatna zieleń przełamana odrobiną kolorowych Toho to taka mała oaza... Chyba jednak mnie trochę poniosło :) Ot, fatamorgana w mojej głowie :)




Niecała bransoletka jest jednak z sutaszu. Wymskło mi się małe udziwnienie w postaci seledynowych jadeitów umieszczonych na gumce, dzięki czemu bransoletka jest wsuwana i nie posiada zapięcia :)











  






Nie byłam do końca zadowolona podczas szycia bransoletki. To chyba jednak nie moje kolory. Jednak widok tego, jak przepięknie mieni się w słońcu ostatecznie mnie kupił :) Odpoczęłam i już wracam do moich zwykłych szaleństw :)

czwartek, 30 czerwca 2016

Ten drugi

         Przedstawiam drugi z labradorytów jaki ostatnio zakupiłam. Jest sporo większy od poprzedniego i równie piękny :) Postanowiłam jednak zrobić go w zupełnie innym klimacie. Tym razem użyłam Toho w rozmiarze 8/0 w kolorze hematytu, złota i czegoś co trochę przypomina metalizowany fiolet (oczywiście nie posiadam oryginalnych opakowań od koralików), jednak aby nawiązać do naturalnej barwy kamienia wprowadziłam trochę metalizowanej zieleni. Od razu wiedziałam, że nie będę kombinować z obudową, jednak nie byłabym sobą gdybym pozostawiła kamień aż w tak prostej oprawie. Więc pojawił się chwost w kolorze fuksji :) Żeby go trochę ujarzmić ozdobiłam go dwiema obrączkami z Toho wyplecionymi ściegiem peyote. 
Mam nadzieję, że drugi nie znaczy w tym wypadku gorszy i mój wisiorek się Wam spodoba :)



















wtorek, 21 czerwca 2016

Kwiat pustyni

Jakoś ostatnio u mnie wiele okazji żeby się wystroić :) Nawet zakupiłam sukienkę :) Klasyczną małą czarną, którą postanowiłam ozdobić czymś dla mnie niestandardowym (tzn. nie naszyjnikiem). Powstała więc brosza pokaźnych rozmiarów, którą ewentualnie można potraktować jako wisior. W założeniu miała być czerwona, błyszcząca, ale klasyczna. Taaaa.... Drogą eliminacji na wejście odpadła klasyka :) Myśląc o czerwieni przecież nie mogłam zrobić czegoś po prostu czerwonego. Dlatego też wkradł się fiolet do spółki z pomarańczem, złotem i srebrem. Błysk zapewniłam sobie szklanymi kryształkami w różnych odcieniach czerwieni. 
Z broszki jestem bardzo zadowolona. Mimo jej sporych rozmiarów chętnie ją eksponuję, nawet na co dzień. W moim odczuciu jest nawet trochę egzotyczna dlatego też postanowiłam zgłosić ją do wyzwania sutasz.info pt. "Biżuteria dla sułtanki (Inspiracja niezwykłymi rekwizytami serialu 'Wspaniałe Stulecie')". Serialu nie oglądam, ale jak sobie pomyślę o sułtance to w moim odczuciu musi być dużo i błyszcząco, więc moja brocha się sprawdza :)