niedziela, 19 marca 2017

Cuda w granacie

Z ogromną przyjemnością przedstawiam moje ostatnie dzieło :) Komplet, w skład którego wchodzą kolczyki i bransoletka, powstał na wyjątkową okazję dla wyjątkowej osoby. Kolory - połączenie granatu z neonowym żółtym- wybrała sama zainteresowana, która posiada już kolię w takowym zestawieniu kolorystycznym (TU). Kolczyki miały być długie i smukłe, a bransoletka delikatna. Z rozpędu bransoletki powstały dwie, pierwsza bardzo skromna, z drugą trochę poszalałam, już podświadomie czując, że zostanie ona ze mną :) 
Nieskromnie przyznam, że z kolczyków jestem naprawdę dumna :) Ich ostateczna forma, jest wynikiem wielu godzin szycia, przeszywania i przekładana, ale udało mi się dojść do efektu, który satysfakcjonował mnie w 100%. Bransoletka jest ich doskonałym dopełnieniem. 
Jedyne z czego nie jestem zadowolona to zdjęcia. Pogoda jest marna, a i z czasem na ich wykonanie jakoś było krucho. Mam nadzieję, że to co udało mi się złapać w kadrze choć trochę Was zadowoli. Zapraszam do oglądania!





























sobota, 11 marca 2017

Harakiri... ;)

Albo inne seppuku ;) Inaczej tego co na konkurs Royal Stone popełniłam raczej teraz nazwać nie mogę. Praca powstawała kilka dni przed porodem i jedyne na co mogę zwalić całą winę to hormony ;) Na początku w planach była kolejna para kolczyków w stylu "nie lubię różowego, dlatego te kolczyki są różowe". Ale moje myśli cały czas krążyły w okół owego konkursu. Lubię tą adrenalinę, przeglądanie albumu i fajnie jest tam zobaczyć też coś swojego. A ten różowy to mi się tak z kwiatem wiśni skojarzył. Japońskim :) I tak do sutaszowej podstawy dorobiłam delikatne koralikowe kwiatki, żeby jeszcze bardziej wiśniowo się zrobiło. Ale mało mi było wiśni i na moje nieszczęście ostatni kawałek shibori (też japońskiego) został mi w kolorze jasnozielonym- dorobię wisienkom listki- pomyślałam. Jak zaczęłam montować jedwab nijak listki wyjść mi nie chciały, więc mój wrodzony kombinator musiał się trochę nagimnastykować ;) W efekcie zamiast wiśniowych listków wyszło mi kimono Gejszy (też japońskiej ;)). I tak jak popatrzyłam na te moje cudaki, oczami wyobraźni naprawdę zobaczyłam idące Gejsze (hormony). Pod wpływem impulsu i chwilowego samozadowolenia praca na konkurs poszła a ja pojechałam rodzić :) 















W albumie konkursowym jest wiele pięknych prac, zapraszam więc do oglądania i lajkowania. A moje kolczyki proszę mi wybaczyć- hormony, na szczęście nie japońskie ;)

wtorek, 21 lutego 2017

Viva Carnaval

Rzadko zdarza mi się umieszczać post za postem, ale sytuacja jest niezwykle rozwojowa i niczego nie chciałabym przegapić :) Jak jeszcze byłam całkiem na chodzie postanowiłam wziąć udział w konkursie korallo Viva Carnaval :) Karnawał to kolory, a któż kocha kolory bardziej niż ja? 
Od początku przeczuwałam czego można się po konkursie spodziewać. Przecież karnawał w Rio to przede wszystkim samba, kuse bogato zdobione kreacje i cała masa piór. Za piórami nie przepadam, poza tym ciężko im przetrwać w domu z dwoma kotami :) I ugryzłam temat trochę inaczej. Wiecie, to chyba ta trzydziestka na karku trochę mnie zepsuła :) Nigdy nie lubiłam niczego marnować, a teraz uszycie czegoś nieużytecznego po prostu nie wchodzi w grę. Jak na prawdziwą zodiakalną Pannę przystało bywam do bólu praktyczna i nawet najbardziej szalone projekty nie mogą u mnie przekraczać pewnych granic. No cóż, ten typ tak ma, każdy ma wady ;P 
Tyle słowem wstępu, który uznałam za potrzebny, bo można by się po mnie spodziewać totalnego szaleństwa, a jednak nie jestem tak szalona jak może się czasem wydawać :)
Przedstawiam Wam więc mój skromny konkursowy komplet


Jeśli uznacie moją pracę za wartą głosu to będę wdzięczna za kliknięcie uniesionego paluszka :) Zachęcam do obejrzenia całego albumu, bo naprawdę w wielu pracach można się zakochać :)
A tu jeszcze kilka fotek


W agacie odbiło się niebo :)














Przyznam szczerze, że z całego kompletu szczególnie pokochałam kolczyki. Z tych samych pomarańczowych Toho wydziergałam sobie do kompletu naszyjnik. Komplet na pewno będzie jednym z moich ulubionych tego lata :)




poniedziałek, 20 lutego 2017

Prima Balerina

Chyba w końcu mi się udało :) Uszyłam kolczyki naprawdę proste. Bez zbędnej kombinacji i zdobień. Użyłam moich ulubionych ostatnio ceramicznych kaboszonów, a dół ozdobiłam gotowym koralikiem w podobnym kolorze. Innych koralików w nich jak na lekarstwo, ale dzięki odwróceniu kształtów kolczyki nie sprawiają wrażenia nudnych.  Mnie kojarzą się z baletnicami :)










Nie łudźcie się, że szykuje się zmiana stylu. Myślę, że skromna forma kolczyków jest głównie efektem... zmęczenia. Do rozwiązania został mi tydzień i dopadł mnie jakiś spadek formy. Zaczęłam co prawda szyć jeszcze jedną parę kolczyków, ale nie wiem czy uda mi się ją teraz skończyć. Byłoby na pewno łatwiej, gdyby Liwia nie sprzedała mi do kompletu kataru. Gdybym zniknęła na trochę to dlatego, że Kama wyszła na świat. Ale wrócę najszybciej jak się da :) Życzcie mi powodzenia :) Pozdrawiam! 


czwartek, 16 lutego 2017

Trochę Słońca

Nie przepadam za kolorem żółtym i pomarańczowym i właśnie dlatego postanowiłam uszyć kolczyki właśnie w tych kolorach... ;) Taka już ze mnie przekora :) I prawdą jest, że za owymi barwami nie przepadam. Jednak postanowiłam je trochę oswoić :) Już przy ostatnich zakupach zapuściłam się w rejony bardziej mi nieznane i zapakowałam do koszyka rzeczy, których zazwyczaj nie wybieram. Przecież nie może być nudno! Staram się wychodzić ze schematów dotychczasowego życia i szycia, chociażby właśnie przy tak małych rzeczach jak koraliki. Od czegoś trzeba zacząć :)

Do kolczyków użyłam całkiem ciekawych cyrkonii w odcieniu brzoskwini, pastelowych pereł Swarovskiego i żółtych kryształków. Aby podkręcić trochę pomarańczowe i żółte sznurki dodałam odrobinę złota, którego też nie lubię :) I wyszły mi całkiem zgrabne kolczyki, które w całej tej swojej żółtości wyglądały strasznie... I guzik z pętelką wyszło z całego tego bajdurzenia o otwieraniu się na nowe :) Wróciłam do (tylko mi zrozumiałych) standardów i zaczęłam kombinować jak te żółte koszmarki odczarować :) Trochę fioletu, trochę czerwieni, trochę zieleni i... uratowane! Teraz to mi się podobają!















Żeby było śmieszniej zdechła mi dziś karta pamięci od aparatu, więc zostałam zmuszona użyć do robienia zdjęć telefonu. O dziwo wyszło całkiem dobrze, mam nadzieję, że Wam też jakość zdjęć nie będzie przeszkadzać.

wtorek, 14 lutego 2017

Materiały szkoleniowe

Jak już wielokrotnie pisałam jednym z moich rękodzielniczych marzeń było posiąść tajemną wiedzę dotyczącą tworzenia sznurów szydełkowo- koralikowych :) Zbierałam się do tego blisko dwa lata, bo samo szydełko przyprawiało mnie o dreszcze ;) Nie szło mi wybitnie i każda próba okiełznania tego tajemniczego i skomplikowanego urządzenia kończyła się totalną katastrofą. Odkładałam temat najdłużej jak się dało tłumacząc się to brakiem miejsca do pracy, to czasu i spokoju na efektywną naukę. Jednak będąc teraz osobą przewlekle siedzącą na L4, posiadającą świeżutki warsztat rękodzielniczy skończyły mi się wymówki. No i chyba to ostatni dzwonek na tak skomplikowane nauki bo niespokojne czasy zbliżają się wielkimi krokami ;) W okolicach świąt postanowiłam spróbować jeszcze raz. Ten ostatni. Uwierzcie mi nie podejrzewałam się o tak bogaty zasób słownictwa, którego tu zacytować nie mogę :) Dziergałam, prułam i klęłam w kółko chyba setki razy. Przeczytałam cały internet w poszukiwaniu wskazówek i jakichś magicznych trików, które mogłyby mi ułatwić pracę. Ok, tutoriale bardzo czytelne, wszystko pokazane ze szczegółami, tylko ja ciągle nie mogłam znaleźć tego czegoś. I w końcu dotarło. I już wiem, że ze mnie to ten gatunek, który do wszystkiego musi dojść sam. Dopóki sama nie ogarnę sposobu mogę czytać i próbować w kółko bez większych rezultatów. Jak już w końcu odkryłam, że szydełko trzyma się w określony sposób, a nitkę trzeba czasem popuścić zaczęło wychodzić :) 
Na razie pracuję na koralikach w rozmiarze 8/0 i kordonku, ale z efektów nauki jestem całkiem zadowolona :) Nie są to co prawda piękne sznury z bogatymi wzorami, ale dla takiego świeżaka jak ja to i tak wyczyn :) Ciągle eksperymentuję z kolorami i rodzajem koralików.  Porwałam się nawet na dwa próbne lariaty :) Okazało się, że machanie szydełkiem to ostatnio mój ulubiony sposób na relaks i odpoczynek od sutaszu :) Poniżej zdjęcia kilku prac, myślę, że nie ma się czego wstydzić :)
























Przede mną jeszcze dużo pracy i eksperymentów, ale myślę, że w końcu uda mi się odkryć mój własny sposób na sznur idealny :) Pozdrawiam!